"
bliżał się do mnie jak zjawa wyłaniająca się spośród cieni, coraz wolniej,
z ogonem zakreślającym coraz szersze kręgi, podchodząc pochylał swą wielką głowę w pozdrowieniu jak to czynił wiele razy w przeszłości, szczęśliwy widząc mnie i wiedząc ze pójdziemy razem polować.. nagle zjawa znikła i pozostał jedynie pustynny wiatr zawodzący żałośnie, przyginający drzewa.
om mojego mentora był opustoszały, ruchome piaski odbierały
co do ich należało i juz zasypywały wybiegi gdzie niegdyś były gwiazdy kennelu - wszystko
co pozostało to duchy i fantomy wyobraźni.
hodziłam wokół przypominając sobie czasy gdy budowano zagrody i bramy, kiedy urodził się ten tak długo oczekiwany miot z pomocą mojej bardzo jeszcze młodej córki,
gdy widok i głosy małych szczeniąt zachwycały i pobudzały wyobraźnię ponad wszelkie pojęcie
- i kiedy salutem żegnano odejście któregoś wspaniałego psa. Koniec ery zawsze przynosi ze sobą poczucie smutku, ale przecież jesteśmy jedynie opiekunami rasy przez nasze krótkie życie na ziemi. Nigdy nie brakowało hodowców, ale tylko garstka z nich miała na sercu nade wszystko dobro rasy w poczuciu wszechogarniającej pasji. Te kilka osob są węglami rasy i jej sumieniem.
Kiedy moj mentor rozważał umieszczenie szczeniąt nigdy nie brał pod uwage jaką przyniesie to korzyść dla reputacji kennelu - ale tylko jaki moze przynieść korzystny wpływ dla rasy.
Wiele razy podnosiłam w zdumieniu brew czemu ten czy tamtem młody pies lub szczeniak musi byc wydany - tylko po to aby mi przypomniano od nowa "dla dobra rasy, dla dobra rasy.."
eśli ma istniec bezpieczna przyszlość dla wilczarzy irlandzkich tak jak ją sobie wyobraził kapitan Graham, przyszła generacja hodowców musi byc kultywowana i pielęgnowana
i wyposażona w każdą dostepną informację, którą później przekształci w naukę. Nie ma lepszego sposobu aby wyrazić swoją wdzięczność i szacunek do gigantów w hodowli, ktorzy przyszli przed nami i uczynili życie naszych psów i nas samych takim jakie teraz jest - jak przez dzielenie
się swoją wiedzą i doświadczeniem i utrzymywaniem łancucha dobrej woli bez zrywania nawet jednego ogniwa.
ławna hodowczyni deerhoundow, Miss Hartley, rzekla "Hodowla przypomina maraton - bierzemy pochodnie z reki przeszłości, dzierżymy czyniąc wszystko co w naszej mocy żeby przekazać ją ciągle płonącą następnej dłoni oczekującej w przyszłości".
Odyseja trwa - 'dla dobra rasy, dla dobra rasy..."
Lois Thomasson -"Irish Wolfhound Odyssey" - rozdział 13.
http://www.fleetwindkennel.com/


Tłumaczenie: Margaret Kaminski, Kanada
Opracowanie graficzne-Marta Pacanowska http://www.benenatus.com/